Energia słoneczna kojarzy się z ciszą południa, bezchmurnym niebem i długimi rzędami paneli ustawionych na polach lub dachach. Problem w tym, że świat zużywa energię także wtedy, gdy słońce już dawno zaszło. I właśnie w tej luce, pomiędzy zachodem a wschodem, zaczyna rodzić się jedna z najbardziej nieoczywistych rewolucji energetycznych ostatnich dekad.
Spis treści
Coraz więcej wskazuje na to, że przyszłość fotowoltaiki nie będzie już tylko ziemska
Technologia rozwijana przez amerykański startup Overview Energy proponuje radykalne odwrócenie logiki, do której przywykliśmy. Zamiast walczyć z nocą, chmurami i sezonowością, firma chce przenieść źródło energii tam, gdzie problem nie istnieje – poza atmosferę. Na orbitę, gdzie Słońce świeci niemal bez przerwy.
To nie jest jednak futurystyczna wizja rodem z literatury science fiction. W listopadzie przeprowadzono test, który w środowisku energetycznym przeszedł niemal bez echa, a który w istocie może okazać się przełomowy. Z lecącego na wysokości kilku kilometrów samolotu przesłano energię do naziemnych paneli fotowoltaicznych przy użyciu lasera bliskiej podczerwieni. Nie do specjalnej anteny, nie do eksperymentalnej instalacji, lecz do zwykłych paneli, takich jakich używa się dziś na farmach PV.
Energetyka orbitalna jako element bezpieczeństwa państw
Dotychczas kosmiczna energetyka słoneczna była rozpatrywana głównie w kategoriach technologicznej ciekawostki albo długoterminowej alternatywy dla paliw kopalnych. Tymczasem coraz wyraźniej widać, że może ona odegrać zupełnie inną rolę – stać się elementem infrastruktury bezpieczeństwa energetycznego.
W świecie niestabilnych rynków, konfliktów zbrojnych i przerwanych łańcuchów dostaw energia z orbity ma jedną cechę, której nie ma żadne inne źródło. Jest poza zasięgiem lokalnych kryzysów. Nie zależy od pogody w jednym kraju, od dostępności paliwa, od transportu czy polityki sąsiadów. Satelita na orbicie geosynchronicznej nie zna pojęcia blackoutów wywołanych mrozem, suszą czy sabotażem sieci.
Jeżeli jeden megawat energii może być przesyłany z kosmosu do dowolnego miejsca na Ziemi, to zmienia się nie tylko energetyka, ale i geopolityka. Państwa zyskują możliwość dywersyfikacji źródeł w sposób, który do tej pory był niewyobrażalny. Dla krajów takich jak Polska, silnie uzależnionych od importu surowców i warunków atmosferycznych, taka technologia mogłaby w przyszłości pełnić rolę energetycznej polisy ubezpieczeniowej.
Nie chodzi o zastąpienie istniejących źródeł, lecz o wypełnienie najbardziej newralgicznych luk systemu. Nocy, zimy, okresów niskiej generacji z OZE. Właśnie tam energia z orbity mogłaby mieć największą wartość.
Dlaczego laser, a nie mikrofale
Jednym z powodów, dla których projekty kosmicznej energii przez lata pozostawały na papierze, były obawy o bezpieczeństwo. Przesył energii mikrofalami rodził pytania o wpływ na ludzi, zwierzęta i ruch lotniczy. Overview Energy poszło w innym kierunku. Laser bliskiej podczerwieni, rozproszony i niskointensywny, ma być porównywalny pod względem oddziaływania do naturalnego promieniowania słonecznego.
To ważne nie tylko technologicznie, ale społecznie. Każda nowa infrastruktura energetyczna dziś musi przejść nieformalny test akceptacji społecznej. Trudno wyobrazić sobie zgodę na „energetyczne promienie z kosmosu”, jeśli wiązałyby się z realnym zagrożeniem. W tym przypadku narracja jest inna. Energia, która i tak dociera do Ziemi, zostaje jedynie lepiej ukierunkowana.
Ekonomia, która dopiero się rodzi
Najczęściej powtarzany argument sceptyków brzmi prosto. Po co inwestować miliardy w satelity, skoro można po prostu dołożyć więcej paneli na Ziemi. Dziś to pytanie jest zasadne. Koszt instalacji fotowoltaiki wciąż spada, a kosmos pozostaje drogi.
Ale historia energetyki uczy jednego. Przełomy nie wygrywają na starcie ceną. Wygrywają skalą i czasem. Fotowoltaika sama przez dekady była uznawana za zbyt drogą i niepraktyczną. Dopiero masowa produkcja i standaryzacja zmieniły reguły gry.
Overview Energy stawia dokładnie na ten sam mechanizm. Zamiast jednego gigantycznego satelity – wiele mniejszych. Zamiast dedykowanej infrastruktury naziemnej – wykorzystanie istniejących farm PV. To podejście bliższe logice Starlinka niż tradycyjnym projektom kosmicznym. I to właśnie ono może przesądzić o opłacalności.
Jeżeli do 2030 roku faktycznie na orbicie geosynchronicznej pojawią się pierwsze operacyjne jednostki, a współczynnik wykorzystania naziemnych farm wzrośnie z jednej trzeciej do dwóch trzecich doby, rachunek ekonomiczny zacznie wyglądać inaczej. Energia nocna, stabilna i przewidywalna, zawsze była droższa niż dzienna. Kosmos może tę różnicę zniwelować.
Czy to początek nowej epoki?
Być może za kilkanaście lat pytanie nie będzie brzmiało, czy energia z kosmosu ma sens, lecz dlaczego tak długo zwlekaliśmy z jej wdrożeniem. Świat potrzebuje więcej energii, i to szybko. Jednocześnie coraz mniej może sobie pozwolić na źródła, które destabilizują klimat i politykę.
Energia słoneczna dostępna 24 godziny na dobę nie rozwiąże wszystkich problemów. Ale może stać się brakującym elementem układanki, który połączy odnawialność z niezawodnością. A to połączenie, jak pokazuje historia, zawsze zmienia reguły gry szybciej, niż się spodziewamy.
Źródło: focus.pl
Zapraszamy do odwiedzenia naszej strony gsenergia.pl, gdzie znajdą Państwo pełen zakres naszych usług.

Oferujemy m.in.: Audyty Energetyczne, Świadectwa Charakterystyki Energetycznej oraz nasze nowości: Technologie Wodorowe, Wsparcie w Pozyskiwaniu Fuduszy i rozwiązania w zakresie Dekarbonizacji.
Odkryj więcej!