Chiny przekroczyły energetyczny Rubikon. Fotowoltaika wyprzedziła węgiel, ale prawdziwa rewolucja dopiero się zaczyna.

W chińskiej energetyce padła granica, która jeszcze kilka lat temu mogła wydawać się niezwykle odległa. Łączna moc elektrowni fotowoltaicznych w Chinach po raz pierwszy przekroczyła moc bloków węglowych. To symboliczna zmiana w kraju, który pozostaje największym konsumentem węgla na świecie, ale jednocześnie buduje odnawialne źródła energii w skali niespotykanej nigdzie indziej.

Rekord nie oznacza jednak, że węgiel przestał być fundamentem chińskiej elektroenergetyki. Przeciwnie – historia chińskiej transformacji staje się właśnie znacznie ciekawsza. Najważniejsze pytanie nie brzmi już bowiem: ile paneli słonecznych można zainstalować? Coraz częściej brzmi: jak całą tę energię przesłać, zmagazynować i wykorzystać wtedy, gdy gospodarka rzeczywiście jej potrzebuje?

1,286 terawata fotowoltaiki. Węgiel został wyprzedzony o włos

Według chińskiej National Energy Administration na koniec lipca 2026 roku zainstalowana moc fotowoltaiki osiągnęła 1,286 mld kW, czyli 1 286 GW. Moc elektrowni węglowych wynosiła w tym samym czasie około 1 285 GW. Tym samym fotowoltaika po raz pierwszy została największą kategorią źródeł w chińskim systemie elektroenergetycznym pod względem mocy zainstalowanej.

Skala robi jeszcze większe wrażenie w zestawieniu z całym chińskim systemem. Łączna moc wszystkich źródeł energii w kraju wynosiła pod koniec lipca około 4,08 TW. Oznacza to, że sama fotowoltaika odpowiada już za ponad 30 proc. chińskich mocy wytwórczych.

Nie jest to jednorazowy skok. W okresie od stycznia do lipca 2026 roku Chiny przyłączyły około 86 GW nowych instalacji słonecznych, a łącznie fotowoltaika wyprodukowała w pierwszych siedmiu miesiącach roku 802,4 TWh energii, o 15,5 proc. więcej niż rok wcześniej. Odpowiadało to około 13 proc. całkowitego zużycia energii elektrycznej w kraju.

To ostatnie zestawienie jest szczególnie ważne. Pokazuje bowiem, dlaczego przekroczenia bariery 1,285 TW nie należy interpretować jako natychmiastowego zwycięstwa energii słonecznej nad węglem.

 

Moc elektrowni to nie to samo co ilość wyprodukowanego prądu

Gigawat fotowoltaiki i gigawat elektrowni węglowej są takimi samymi gigawatami wyłącznie na tabliczce znamionowej.

Elektrownia węglowa, jeśli dysponuje paliwem i nie przechodzi remontu, może pracować zarówno w południe, jak i w środku nocy. Produkcja instalacji fotowoltaicznej zależy natomiast od nasłonecznienia, pory dnia, pogody oraz możliwości odebrania energii przez sieć.

Dlatego mimo przewagi PV pod względem mocy zainstalowanej, węgiel nadal produkuje zdecydowanie więcej energii elektrycznej.

Według Międzynarodowej Agencji Energetycznej w 2025 roku około 55 proc. chińskiej produkcji energii elektrycznej pochodziło z węgla. Udział ten wyraźnie spada – dekadę wcześniej wynosił około 70 proc. – ale pokazuje, jak duży dystans pozostaje między strukturą mocy a rzeczywistą strukturą produkcji.

Jednocześnie kierunek zmian jest coraz bardziej widoczny. IEA szacuje, że w 2025 roku produkcja prądu z węgla w Chinach zmniejszyła się o około 1,5 proc., mimo dalszego wzrostu zapotrzebowania na energię. Rosnący popyt pokrywały przede wszystkim fotowoltaika, wiatr, energetyka wodna i atomowa.

 

Chiny jednocześnie biją rekordy w fotowoltaice… i nadal budują elektrownie węglowe

Chińska transformacja nie przebiega według prostego scenariusza, w którym nowe źródła OZE automatycznie powodują zamykanie elektrowni konwencjonalnych.

W 2025 roku do eksploatacji weszło w Chinach około 78 GW nowych mocy węglowych – najwięcej od dekady. Był to w dużej mierze efekt wcześniejszej fali pozwoleń wydawanych po problemach z bezpieczeństwem dostaw energii w latach 2021–2022.

Trend nie zatrzymał się całkowicie również w 2026 roku. Według Global Energy Monitor w pierwszej połowie roku uruchomiono około 30 GW nowych bloków węglowych, podczas gdy wycofano jedynie około 2,7 GW.

Powstaje więc pozorny paradoks: Chiny instalują więcej OZE niż jakikolwiek inny kraj na świecie, a jednocześnie wciąż uruchamiają nowe elektrownie węglowe.

Wyjaśnienie jest w dużej mierze systemowe. Pekin traktuje elektrownie węglowe nie tylko jako producentów energii, lecz także jako zabezpieczenie mocy w okresach szczytowego zapotrzebowania, słabej generacji ze źródeł odnawialnych albo problemów sieciowych. W efekcie znaczenie węgla może spadać pod względem liczby wyprodukowanych megawatogodzin, zanim zacznie równie szybko spadać jego moc zainstalowana.

 

Nowy problem Chin: energię łatwiej wyprodukować niż przesłać

I właśnie tutaj zaczyna się kolejny etap chińskiej transformacji energetycznej.

Przez ostatnią dekadę najważniejszym wyzwaniem była przede wszystkim budowa odpowiednio dużej liczby farm fotowoltaicznych i wiatrowych. Chiny ten etap opanowały na skalę przemysłową. Obecnie ograniczeniem staje się coraz częściej sieć energetyczna, magazynowanie energii oraz elastyczność całego systemu.

Znaczna część najlepszych terenów pod ogromne farmy słoneczne i wiatrowe znajduje się na zachodzie oraz północy Chin – m.in. w Sinciangu, Mongolii Wewnętrznej czy na pustynnych obszarach północno-zachodniej części kraju. Największe centra konsumpcji energii leżą natomiast tysiące kilometrów dalej, na uprzemysłowionym wschodnim wybrzeżu.

Powstaje więc energetyczny odpowiednik problemu logistycznego: można zbudować kolejne setki gigawatów elektrowni, ale jeśli sieć nie jest w stanie przyjąć i przesłać ich produkcji, część potencjalnie dostępnej energii trzeba ograniczyć.

Skalę problemu pokazuje analiza Centre for Research on Energy and Clean Air oraz Global Energy Monitor. Organizacje szacują, że w pierwszej połowie 2026 roku ograniczona – czyli niewykorzystana – produkcja energii z wiatru i słońca w Chinach sięgnęła około 360 TWh, rosnąc o blisko 49 proc. rok do roku. Według autorów analizy byłaby to ilość energii wystarczająca do pokrycia całego wzrostu chińskiego zapotrzebowania na prąd w tym okresie. Jest to szacunek niezależnych organizacji, a nie oficjalna statystyka chińskiego operatora, ale dobrze ilustruje skalę wyzwania.

Dlatego następny chiński boom inwestycyjny nie będzie dotyczył wyłącznie samych elektrowni.

 

Pięć bilionów juanów na energetyczne „autostrady”

W latach 2026–2030 Chiny zamierzają przeznaczyć na rozwój i modernizację sieci elektroenergetycznej ponad 5 bilionów juanów. Plan obejmuje rozbudowę sieci przesyłowych i dystrybucyjnych, połączeń między prowincjami, inteligentnych sieci oraz infrastruktury umożliwiającej przyłączanie kolejnych źródeł odnawialnych.

Szczególną rolę mają odegrać linie ultra-wysokich napięć UHV. Do 2030 roku Chiny planują uruchomić około 15 nowych korytarzy przesyłowych UHV prądu stałego, zwiększając skalę przesyłu energii z zachodu kraju na wschód do ponad 420 GW.

Do tego dochodzą magazyny energii, elektrownie szczytowo-pompowe, inteligentne mikrosieci, zarządzanie popytem i coraz bardziej rozbudowany rynek energii.

To właśnie ten element może okazać się ważniejszy dla dekarbonizacji Chin niż pobicie kolejnego rekordu instalacji paneli.

Jeżeli system będzie potrafił magazynować nadwyżki energii słonecznej z południa dnia, przesyłać ją między prowincjami i elastycznie reagować na zmiany produkcji, każda kolejna farma PV będzie mogła realnie wypierać większą ilość energii z węgla. Jeśli sieć pozostanie wąskim gardłem, nominalne rekordy mocy będą coraz słabiej przekładały się na rekordy produkcji.

Międzynarodowa Agencja Energetyczna zwraca uwagę, że właśnie sieci stają się jednym z kluczowych ograniczeń transformacji elektroenergetycznej na świecie. Problem dotyczy nie tylko Chin: rosnąca liczba projektów OZE, magazynów i nowych odbiorców znacznie szybciej zwiększa zapotrzebowanie na przyłączenia niż tempo modernizacji infrastruktury sieciowej.

 

Następny cel jest jeszcze większy

Chiny nie zamierzają zatrzymać się na obecnym poziomie. W swoim nowym zobowiązaniu klimatycznym kraj zadeklarował, że do 2035 roku łączna moc energetyki wiatrowej i słonecznej ma osiągnąć około 3,6 TW, czyli ponad sześciokrotność poziomu z 2020 roku. Udział źródeł niekopalnych w zużyciu energii ma przekroczyć 30 proc., a emisje gazów cieplarnianych netto mają znaleźć się 7–10 proc. poniżej poziomu szczytowego.

Już dziś sama fotowoltaika i energetyka wiatrowa mają w Chinach łącznie blisko 2 TW mocy. Osiągnięcie kolejnych rekordów instalacyjnych nie wydaje się więc największą niewiadomą.

Znacznie trudniejsze będzie doprowadzenie do sytuacji, w której ogromna moc odnawialnych źródeł przełoży się na równie szybki spadek produkcji energii z paliw kopalnych.

IEA prognozuje, że w latach 2026–2030 niskoemisyjne źródła energii mogą pokryć cały wzrost chińskiego zapotrzebowania na energię elektryczną. Sama fotowoltaika ma zwiększać produkcję o około 320–360 TWh rocznie, a jej udział w chińskim miksie może przekroczyć 20 proc. do końca dekady.

 

Historyczny rekord jest początkiem, a nie końcem transformacji

Przekroczenie przez fotowoltaikę mocy chińskich elektrowni węglowych ma ogromne znaczenie symboliczne. Jeszcze kilkanaście lat temu węgiel wydawał się nierozerwalnie związany z gwałtownym wzrostem gospodarczym Państwa Środka. Dziś największym źródłem mocy zainstalowanej jest technologia, której produkcja zmienia się wraz z położeniem słońca.

Nie należy jednak mylić tego wydarzenia z końcem chińskiej ery węgla.

Prawdziwym testem będzie to, co wydarzy się w następnych latach z produkcją energii z węgla, wykorzystaniem istniejących bloków, skalą ograniczania produkcji OZE i emisjami CO₂.

Pierwszy etap transformacji polegał na budowie paneli i turbin.

Drugi będzie trudniejszy: trzeba zbudować system energetyczny, który potrafi wykorzystać ich pełny potencjał.

I właśnie wynik tego wyścigu – bardziej niż sama liczba zainstalowanych gigawatów – pokaże, jak szybko największa energetyka świata rzeczywiście odchodzi od węgla.


Zapraszamy do odwiedzenia naszej strony gsenergia.pl, gdzie znajdą Państwo pełen zakres naszych usług.

kontakt

Oferujemy m.in.: Magazyny Energii, Audyty Energetyczne, Świadectwa Charakterystyki Energetycznej, Wsparcie w Pozyskiwaniu Fuduszy, EMS i rozwiązania w zakresie Dekarbonizacji.

Odkryj więcej!

Zaufali nam.